Behawioralne problemy Toffika cz.1.

Kiedy ma się takie szczęście jak ja i trafia na tak fajnego kota jak Tristan – to szalej dusza piekła nie ma- uważa się, że wszystkie koty będą takie grzeczne, spokojne i bezproblemowe. Tym bardziej, że nie jest się doświadczonym kociarzem i wyrabia w sobie takie poczucie po roku życia z swoim pierwszym kotem. Dokładnie  taki sposób myślenia skłonił mnie do adopcji kolejnego kota. Decyzja o adopcji była spontaniczna, ale przemyślana- zastanawiacie się jak to możliwe skoro te dwa wyrażenia mogłoby się zdawać wykluczają się nawzajem…już Wam mówię. 

Toffik’19- jedyny i niepowtarzalny rudzielec

Zaraz po przeprowadzce do Pruszkowa zastanawiałam się nad drugim kotem. Skoro ten pierwszy jest taki kochany i fantastyczny to ten drugi nie może być inny. Tristan jest taki spokojny, na pewno zaakceptuje nowego członka rodziny. Generalnie miałam różowe okulary na nosie i optymizm w głowie. Rozważałam kupno kota z hodowli lub adopcje. W końcu stanęło na adopcji- skoro chce mieć drugiego kota, to może przy okazji pomogę jakiejś bezbronnej istocie i dam jej dom. Byłam dopisana do kilku grup adopcyjnych na facebooku, nie kierowałam się wyglądem kota, jego wiekiem, a raczej sytuacją w jakiej się znalazł, jedynie zależało mi aby to był kocur. Jakoś tak się złożyło, że przeczytałam ogłoszenie na facebooku o potrzebujących kotach ze stada wolno-żyjącego w okolicach trójmiasta i zdecydowałam się na przystąpienie do procedury adopcyjnej. Pomyślnie przeszłam wizytę adopcyjna, miałam już wyznaczony dzień w którym miałam przyjechać po kota, ale ponieważ odległość to ponad 300km,  na dzień przed wyjazdem zadzwoniłam do Pani z fundacji adopcyjnej z potwierdzeniem odbioru kota i wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy usłyszałam, iż Pani ma teraz ważną sprawę i oddzwoni do mnie. To oddzwonienie nie nastąpiło do dnia dzisiejszego. Mimo iż ja kontaktowałam się później jeszcze kilka razy- słyszałam cały czas to samo- zadzwonię do Pani. Nie wiem co się stało z tamtym kotem i pozostałymi- może zostały wyadoptowane komuś innemu, a do mnie nikt nie miał odwagi zadzwonić i mnie poinformować. Postanowiłam, że teraz nie będę już szukać kotów do adopcji, a przygarnę jakąś bidę z ulicy. 

Pierwsze zdjęcie Toffika nadesłane przez Anię

Od momentu nieudanej adopcji minęło około pół roku i straciłam już nadzieję, że będę miała drugiego kota. Zupełnym przypadkiem koleżanka z pracy zapytała mnie czy nadal chcę kota i jeśli tak- to jest możliwość pomocy 3 maluszkom w pilnej potrzebie. To były 3 małe puchate kulki- dwaj chłopcy i jedna dziewczyna. Kocury były rude, a dama była 100% węgielkiem.  Nie wybierałam-chcę konkretnie tego- powiedziałam – tak chcę kota, tak pomogę, tylko żeby był kocur, a który z tej dwójki- jest mi to obojętne. 

Tak poznałam fantastyczną osobę, która nie tylko wyadoptowała mi Toffika, ale też pomagała nam dzielnie w trudnych chwilach i wspierała nie tylko swoimi radami, ale i dobrym słowem. I w tym miejscu chciałabym jej ogromnie podziękować- Aniu gdyby nie Ty, te wszystkie cudowne chwile spędzone z Toffikiem nigdy by się nie wydarzyły- dziękujemy.

Wybaczcie jakość niektórych zdjęć, wtedy nie potrafiłam ich robić lepiej i nigdy nie uważałam, że będą one zamieszczane na blogu

Toffik, mały rudy, dzielny kotek. Kiedy go odebrałam spędził ze mną w aucie 3 godziny zanim dojechaliśmy do domu. Ani razu nie miauczał, nie płakał, nie drapał transportówki- był taki cichutki i grzeczny, że zastanawiałam się czy w ogóle tam jest. 

Pierwsze chwile nie były łatwe, Toffik -pierwotnie miał mieć na imię Cynamon-nie został zbyt ciepło przyjęty przez Tristana. Wręcz sytuacja z dnia na dzień stawała się coraz bardziej napięta. Zobaczyłam, że Tristan korzysta z każdej okazji aby małego ugryźć albo pogonić. Gdy byliśmy w domu to oczywiście pilnowaliśmy, by do takich sytuacji nie dochodziło, ale kiedy wychodziliśmy do pracy- koty były zamykane w innych pokojach. Przez stres, brak akceptacji Toffik dostał rozstroju brzucha i biegunkę. Zaczął też sikać na meble, dywaniki, krzesła, materac w sypialni- generalnie na wszystko. Apogeum była sytuacja kiedy wszystkie swoje potrzeby zaczął załatwiać poza kuwetą. Podczas tych trudnych dla nas wszystkich chwil, zawsze była z nami Ania. Spędzała godziny na rozmowach ze mną i podpowiedziach co mogłabym jeszcze zrobić. Kilka razy dzwoniłam do Anii, aby jej powiedzieć- że jestem wyczerpana, że sytuacja mnie przerosła, że nie ma poprawy, nic nie idzie w dobrym kierunku, nie wiem co mam dalej robić i chyba dla dobra Toffika, Tristana i Gapcia oraz nas ludzi lepiej będzie poszukać Toffikowi nowego domu- może bez innego kota. Ale…ale…jak już Ania dzwoniła, że jest ktoś że weźmie Tofisia to stawała mi gula w gardle, łamało się serce i mówiłam – słuchaj bo może ja jeszcze spróbuję. Może jeszcze nie wyczerpałam wszystkiego. Dajmy sobie wszyscy jeszcze tydzień i zobaczymy jak się poukłada. I tak minął rok, a Toffik jest z nami i już będzie – bo nie oddam go za nic na świecie, a decyzja o tym aby o niego walczyć była najlepszą jaką mogliśmy wspólnie z partnerem podjąć. Bo jakimi bylibyśmy ludźmi, którzy to po pierwszych niepowodzeniach oddają zwierzę, choć zobowiązali się nim opiekować, dać mu dom i brać za niego odpowiedzialność? Wiecie jakimi? ŻADNYMI- bo ludzie tak nie postępują, tak postępują tylko imitacje z ludzi i bezduszne potwory.

W następnym poście opowiem Wam o pomocy behawiorysty, błędach jakie popełnialiśmy i jak je naprawiliśmy żeby wszystkim nam żyło się teraz w harmonii.

W momencie gdy piszę ten post – Toffik towarzyszy mi najbliżej jak może i nawet spanie na podłodze jest miłe.

KRŁ.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s